Rozważania na niedzielę księdza Piotra Brząkalika ku pokrzepieniu serc

Ksiądz Piotr Brząkalik jest uznanym kaznodzieją i rekolekcjonistą, autorem wielu książek i artykułów oraz audycji radiowych, nadawanych m.in. na antenie Radia Watykańskiego i Polskiego Radia oraz Telewizji Katowice. Drukiem ukazały się cztery zbiory felietonów emitowanych na antenie Radia eM.

Za zgodą księdza Piotra, z którym znamy się od wielu lat, chciałabym od nowego roku dzielić się z Wami otrzymywanymi regularnie od autora, napawającymi nadzieją felietonami pod nazwą „Myśli na Niedzielę” emitowanymi na antenie TVP Katowice w ramach programu „Credo”.

.    Felieton dla TVP3 Katowice.                    04. 01. 26.                 J 1,1-18

     Drodzy Czytelnicy.

     Nie przypadkowo z początkiem Nowego Roku słyszymy ten fragment Ewangelii nazywany Prologiem. Żyjemy w czasach nadmiaru słów, newsów, komentarzy, opinii. A wciąż brakuje sensu. A Jan przypomina, że sens świata zaczyna się od Osoby, nie od informacji.

     W świecie nadmiaru informacji Prolog przypomina, że fundamentem rzeczywistości nie jest przypadek, ale Logos – sens i relacja. Życie nabiera ładu, gdy nie zaczyna się od „co”, ale od „Kogo”. „Na początku było to Słowo”, nie chaos, przypadek, czy algorytm – ale Słowo. To sens, który poprzedza chaos. Nie wszystko, co głośne, jest prawdziwe. Prawda ma na imię Logos.

     Św. Augustyn powie mocno: „Jeśli Słowo nie byłoby Bogiem, nie mogłoby nas zbawić. Jeśli nie stałoby się ciałem, nie mogłoby być nam bliskie.”

      „A światłość w ciemności świeci”. To jedno z najbardziej realistycznych zdań Ewangelii. Jan nie mówi, że ciemności nie ma. Mówi, że światło jest mocniejsze. To światło nie oślepia – a towarzyszy. Chrześcijańska nadzieja to nie tani optymizm, ale wiara, że nawet w doświadczeniu grzechu, wojny, choroby i samotności Bóg nie przestaje działać. Chrześcijaństwo nie obiecuje braku ciemności, ale obecność światła. Nadzieja nie polega na zaprzeczaniu złu, ale na zaufaniu, że ono nie ma ostatniego słowa.

      Jak zauważa Benedykt XVI, „chrześcijaństwo nie zaczyna się od programu moralnego, ale od spotkania z Logosem, który nadaje sens tak rozumowi, jak i sercu.” Bez tego Słowa gubimy się nawet w dobrobycie.

      „Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” – to jedno z najbardziej bolesnych zdań w całej Ewangelii. Nie mówi o wrogach Boga, ale o „swoich”. O tych, co znali Pisma, tradycję i obietnice. „Swoi” Go nie przyjęli, bo nie pasował do ich oczekiwań. Przynosił pytania, a nie potwierdzenia.

       Dziś to zdanie brzmi wyjątkowo aktualnie. Można być ochrzczonym, chodzić do kościoła, znać religijny język, a jednocześnie nie robić Panu Bogu miejsca w codzienności życiu. Benedykt XVI przypominał, że największym zagrożeniem wiary nie jest jej negacja, ale obojętność. Bóg wprawdzie jest kimś „znanym”, ale niekoniecznie przyjętym.

      I dziś Jezus bywa nieprzyjęty, bo bywa niewygody. Bo nie potwierdza schematów, ale je podważa. ks. Tischner mówił, że „Chrystus nie przyszedł, by nas uspokoić, ale by obudzić sumienie. A my bardziej wolimy święty spokój niż prawdę wzywająca do zmiany.”

     A Bóg się nie wycofuje. Przychodzi cicho, bez przemocy, szanując naszą wolność. Papież Franciszek powtarza, że „Bóg puka do drzwi serca, ale nigdy ich nie wyważa. Czeka, nawet wtedy, gdy drzwi długo pozostają zamknięte.”

      Ta Ewangelia to nie oskarżenie, a zaproszenie. Bo zaraz po słowach o odrzuceniu Jan powie: „Tym, którzy Go przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”.

      Każdy dzień to nowa szansa. Dziś też Pan Bóg przychodzi do swoich. Pytanie brzmi: czy przez swoich zostanie przyjęty?

Do obejrzenia i odsłuchania tutaj: https://katowice.tvp.pl/90879930/4012026-mysli-na-niedziele-felieton-ks-brzakalika