Rozważania księdza Piotra na niedzielę 11stycznia – Święto Chrztu Pańskiego

Zgodnie z pozwoleniem księdza Piotra Brząkalika i utrwaleniem tradycji zamieszczania na mojej stronie Jego przemyśleń pojawiających się w każdym tygodniu na antenie TVP 3 Katowice w programie „Credo” przedstawiam kolejny felieton. Link do wersji telewizyjnej pod tekstem.

 

Mili Państwo.

     Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas nad Jordan, gdzie spotykają się ludzka słabość i Boża bliskość. Jezus, ten bez grzechu, staje w kolejce, w szeregu z innymi z grzesznikami. Bezgrzeszny wchodzi w wodę przeznaczoną dla grzeszników. Jasne wchodząc do Jordanu nie potrzebuje oczyszczenia. A jednak staje wśród grzeszników. Dlaczego? Bo Bóg nie zbawia z góry, z dystansu, nie poucza z bezpiecznej odległości. Zbawia z bliska. Jakby chciał powiedzieć: jestem z tobą, nawet tam, gdzie ty sam nie chcesz być. Jezus zanim weźmie na siebie krzyż najpierw bierze na siebie naszą – ludzką – kondycję,

     Jak mawiał Fulton Sheen: „Chrystus nie przyszedł, aby nas zawstydzić swoją świętością, ale aby nas podnieść swoją miłością.” W chrzcie Jezusa widzimy Boga, który wchodzi w nasze życie – takie – jakim ono jest.

     Jasne, Jan Chrzciciel się waha, nawet protestuje – wie, że to on potrzebuje chrztu. A Jezus nalega. Nie idzie na skróty. Nie omija tego, co trudne, zwyczajne, wymagające. To ważne dla  żyjących w świecie obiecującym szybkie rozwiązania i natychmiastowe efekty.

     Pokora Boga burzy nasze wyobrażenia o wielkości. To ważne dla zanurzonych w kulturze „budowania wizerunku”, rywalizacji i autopromocji  to mocne wyzwanie. A Jezus podpowiada inną drogę – drogę uniżenia, która nie poniża, a wyzwala. Prawdziwa wielkość nie polega na wywyższaniu się, ale na gotowości bycia „jednym z innych” – w pracy, rodzinie, społeczeństwie.

     Chrztem w Jordanie natura Jezusa się nie zmienia, ale objawia się Jego tożsamość słyszanym głosem z nieba: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.” To nie tylko informacja o Jezusie. To obietnica dla każdego ochrzczonego.

     Zwróćmy uwagę: to dzieje się przed jakimkolwiek cudem, przed nauczaniem, przed krzyżem. Zanim Jezus cokolwiek zdziała, zanim rozpocznie nauczanie i cuda, najpierw słyszy, kim jest. To ważne także dla nas: nasza wartość nie rodzi się z tego, co robimy, ale z tego, że Bóg nas kocha. To znaczy, że miłość Boga nie jest nagrodą za dobre życie, ale jego początkiem. Najpierw tożsamość, potem działanie. To bardzo ważne przesłanie dla nieustannie pytanych: co robisz? co osiągnąłeś? jak cię widzą i kim jesteś w  innych?

     Jeśli zapominamy o tożsamości chrzcielnej, żyjemy jakbyśmy musieli sobie zasłużyć na miłość: Boga, innych, samych siebie. A Ewangelia mówi jasno: jesteś kochany, dlatego możesz żyć inaczej.

     Chrzest to nie jedynie religijny obrzęd z przeszłości, zdjęcie w albumie czy wpis w księdze parafialnej. To nadanie tożsamości. Bóg powiedział wtedy każdemu z nas: „Jesteś moim umiłowanym dzieckiem.” Szkoda, że tak często o tym zapominamy.

     Życie nadaje nam różne imiona: niewystarczający, słaby, niespełniony, nieudany. A w chwili chrztu, Bóg powiedział jedno imię, silniejsze od wszystkich innych: moje dziecko.

     Może czas zapytać siebie: czy żyję jak ktoś ochrzczony, czy tylko jak ktoś, kto kiedyś przyjął chrzest?

Link do programu TVP3 Katowice: https://1drv.ms/v/c/99edc50024325425/IQDKXNz8BKGsToJetUQ5KDLaAeOJdsoPwk8XYTxXy0J8WuQ?e=7aUEGX