Tekst myśli na tę niedzielę powstał w oparciu o opowieść z ewangelii w której Jezus nawołuje do zmian w życiu swoich słuchaczy i rewizji swoich postaw. Poniżej pełny zapis w”Myśli na niedzielę” nagranych dla programu „Credo” TVP 3 Katowice
Szanowni Państwo.
Dzisiejsza Ewangelia to nie jest „religijnej bajka” dla dzieci. Ona jest też dla nas, dzisiejszych: zmęczonych, pełnych lęku, obaw i stale szukających sensu.
Jezus nie zaczyna swojej działalności w jakimś centrum, ale na uboczu, w miejscu zwyczajnym, nawet pogardzanym – w Galilei. To właśnie tam powiedział: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.
Greckie „metanoia” znaczy dużo więcej niż nasze „nawrócenie” czy „pokuta”. Metanoia, to wg Biblii zmiana sposobu myślenia, patrzenia na Boga, siebie, innych i sens życia. Innymi słowy „nawracajcie się” nie oznacza: spróbuj, postaraj się bardziej. To nie tylko „przestać grzeszyć”, ale zacząć myśleć inaczej. Fulton Sheen mówił, że „nie zmienimy świata, jeśli najpierw nie pozwolimy Bogu zmienić naszego serca.”
Dla nas, żyjących w świecie pośpiechu i emocji to jest wezwanie, żeby pomyśleć: czy aby na pewno sposób w jaki żyję prowadzi mnie do dobra, sensu i do pokoju? To zaproszenie do uczciwej oceny własnych wyborów, relacji i priorytetów. To nie groźba, czy moralny nakaz z przeszłości. To bardzo egzystencjalne i stale aktualne wezwanie.
Tak jak wtedy Jezus przechodzi też i obok naszych jezior: pracy, domu, internetu, codziennych zajęć i mówi to samo: „Pójdź za Mną.”
I kogo wybiera? Nie idealnych, uczonych czy pewnych siebie. Wybiera rybaków. Ludzi zmęczonych, z rękami pachnącymi rybą, żyjących od połowu do połowu. To pokazuje, że Bóg nie czeka, aż będziemy idealni.
Jak przypominał Jan Twardowski: „Do Boga nie przychodzi się po to, by przestać upadać, ale żeby mieć dla kogo się podnieść.”
Ewangelia mówi o czymś, co brzmi wręcz nierealnie: „Natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.” Bez negocjacji. Bez „jeszcze tylko chwila”. Bez planu awaryjnego.
A my? Żyjemy w świecie, który uczy nas zabezpieczeń, polis, planów pięcioletnich i „opcji B”. I pewno dlatego to „natychmiast” tak bardzo nas niepokoi.
Każdy z nas ma też swoje „sieci”. Dla apostołów sieci były pracą, bezpieczeństwem, tożsamością. A czym są dla mnie? Lękiem przed zmianą? Przywiązaniem do kontroli? Grzechem, który znam i z którym już „oswoiłem”? Czy wygodnym chrześcijaństwem bez ryzyka?
Jasne, nie wszystkie sieci są złe. Ale niektóre nie pozwalają iść dalej. To przyzwyczajenia, co dają fałszywe bezpieczeństwo, lęk przed opinią innych i przekonanie – „już taki jestem”.
Jezus nie przyszedł tylko wtedy i nie zatrzymał się na kartach Ewangelii. Przechodzi i dziś przez te moje codzienne brzegi: przez kuchnię, biuro, szpital, szkołę, zmęczenie, rozczarowanie. Nie woła idealnych. Woła zajętych swoimi sieciami.
Apostołowie nie byli bohaterami bez strachu. Ale bardziej zaufali Jezusowi niż swoim zabezpieczeniom. Wiara nie polega na tym, że się nie boisz, ale na tym, że idziesz mimo lęku.
Jezus nie pyta: czy jesteś gotowy na wszystko? Ale, czy jesteś gotów zostawić choćby tylko jedną z tych sieci, która cię zatrzymuje?
