13 GRUDNIA BIS kopia

Zawsze będę pamiętała ten dzień. Noc, mróz, moje urodziny a ja sama z kilkunastomiesięcznym dzieckiem i … strach bo mąż był aktywnym działaczem opozycji od 68 roku, od studiów. Mieliśmy świadomość, że władza czuwa i nigdy nie jesteśmy sami.

W Solidarności Staszek był jej przewodniczącym w ówczesnym Wojewódzkim Zakładzie Weterynarii w Katowicach i członkiem krajowego sekretariatu weterynaryjnego. W noc z 12 na 13 grudnia był przy umierającej mamie w Opolu, o czym jednak nikt nie wiedział, więc smutni panowie odeszli spod naszych drzwi z kwitkiem. W tę noc nie było w naszym raciborskim mieszkaniu nikogo bo ja odwoziłam malutkiego Wojtka do rodziców by rano ruszyć do męża. O stanie wojennym dowiedziałam się z komunikatów w drodze..

Potem jednak Staszka skutecznie zatrzymano w komendzie wojewódzkiej MO w Katowicach ale też nękano jeszcze przez wiele miesięcy m.in. wielokrotnie przesłuchiwano i de facto pozbawiono nas źródeł utrzymania odbierając mężowi prawo do wykonywania ukochanego zawodu i leczenia zwierząt. Pozwolono jedynie na słabo płatne zajecie konsultanta w stacji unasieniania zwierząt…

Po euforii Solidarności, wybuchu entuzjazmu i nadziei na normalność przyszła długa i mroźna noc stanu wojennego i gorzka świadomość, że uczciwość i ludzka solidarność nie dla wszystkich to samo znaczy. Czas opadania z oczu łusek ale i doświadczenia prawdziwej przyjaźni.

Przetrwaliśmy, choć, niestety, już od 20 lat mąż nie żyje… Jednak to doświadczenie uczy, że i wolność i demokracja nie jest stanem – jest czynem. Nie można jej więc oprawić choćby w najdroższe ramki i odstawić do gabloty bo nigdy nie jest bezpieczna.