Jpeg

Ustawa o zawodzie fizjoterapeuty została uchwalona przez sejm we wrześniu 2015 roku, a w październiku została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę. Zdawało się, że kończyło to bardzo długą i mozolną próbę pogodzenia różnych środowisk fizjoterapeutów i lekarzy. Wiele rozwiązań ustawy przybliżało nas do nowoczesności i było podobne do rozwiązań skutecznie funkcjonujących w innych krajach. Przede wszystkim zapewniały łatwy i skuteczny dostęp do profesjonalistów i zabezpieczenie wysokiej jakości wykonywania zawodu. Wcześniej działalność gospodarczą polegającą na świadczeniu usług mógł założyć każdy, a uprawnienia były potrzebne tylko przy kontrakcie z NFZ. Ten kompromis został jednak  złamany, gdy ministrem zdrowia został Konstanty Radziwiłł, który obiecał, że nie dopuści, by ustawa w takim brzmieniu weszła w życie. Przygotowana nowelizacja ustawy, specjalnie zgłoszona w trybie poselskim by uniknąć konsultacji społecznych, wywraca założenia ustawy do góry nogami, cofając nas jeszcze bardziej niż to było przed ustawą. Według nowelizacji:

1. Fizjoterapeuci będą jedyną dużą grupą wśród zawodów medycznych bez własnego samorządu.

Rolę tworzenia rejestru uprawnionych do wykonywania zawodu będą tworzyć… wojewodowie. Jak stwierdziła poseł (profesor socjologii) Józefina Hrynkiewicz: „za funkcjonowanie tej grupy musi przejąć odpowiedzialność organ państwowy”. W czym fizjoterapeuci są gorsi od pielęgniarek, ratowników medycznych czy farmaceutów, że sąd koleżeński będzie zastąpiony przez sąd powołany przez ministra zdrowia?

2. Fizjoterapeuci będą całkowicie niesamodzielni

Fizjoterapeuci będą podlegali lekarzom. A właściwie małej ich grupce, bo chodzi o zaledwie 1500 lekarzy o specjalizacji w rehabilitacji. Tylko i wyłącznie oni będą mogli przyjmować pacjentów i zlecać zabiegi. Fizjoterapeuci, przynajmniej formalnie, nie będą mogli zrobić nic. Nie ważne czy mają skończony licencjat, czy studia magisterskie i 20 lat stażu w leczeniu najtrudniejszych przypadków. W praktyce będzie to wyglądało znacznie gorzej niż dziś. Dziś przychodzi się do lekarza,a lekarz wysyła do fizjoterapeuty. Według nowelizacji, przychodzi się do lekarza, ten wysyła do fizjoterapeuty, następnie fizjoterapeuta odsyła pacjenta znowu do lekarza, by ten zalecił temu samemu fizjoterapeucie te zabiegi które fizjoterapeuta sam wskaże.

3. Fizjoterapeuci będą całkowicie podlegli finansowo lekarzom.

Tajemnicą poliszynela jest, że w tej sprawie chodzi o pieniądze. Każda wizyta na zabieg u fizjoterapeuty będzie wymagała skierowania lekarza, nawet ta prywatna, na masaż bolących pleców. Lekarzy jest 1500. Podmiotów wykonujących rehabilitację około 5 tysięcy. Fizjoterapeutów uzależnionych od lekarzy jest kilkadziesiąt tysięcy. Potencjalnych pacjentów setki tysięcy, jeżeli nie więcej. Lekarze rehabilitacji praktycznie nie będą musieli leczyć, będą mieli dość pacjentów, by tylko wypisywać skierowania. Fizjoterapeuci najprawdopodobniej wyjadą za granicę, gdzie będą mogli świadczyć dokładnie te same usługi co w Polsce.

4. Wydłuży się i tak już długa kolejka do rehabilitacji

Bo lekarze będą zawaleni sprawami. Problem będzie zwłaszcza tam, gdzie już dziś czeka się bardzo długo, czyli we wszystkich skomplikowanych przypadkach wymagających kompleksowej opieki. Której lekarzom nie będzie opłacało się wykonywać. Zamiast tego będzie się chodzić na prywatne wizyty po skierowanie na masaż. Albo czekać po kilka miesięcy na refundowaną wizytę, podczas gdy fizjoterapeuci trafią na bezrobocie albo wyjadą.

5. Stracą na tym najubożsi

Będzie można albo czekać długie miesiące na wizytę u lekarza z tą specjalizacją, albo wybrać się prywatnie – płacąc. Większość zamożnych nie będzie miała problemu z zapłaceniem, by leczyć się od razu. Ucierpią Ci, których nie stać. Albo załamie im się budżet na prywatnych wizytach, albo zdrowie na czekaniu na rehabilitację

6. Pogorszy się znacznie dostęp do usług.

Lekarzy jest około półtora tysiąca. Podmiotów które świadczą te usługi ponad 3 razy więcej. Siłą rzeczy większość osób będzie miała bardzo daleko do najbliższego lekarza. Bardzo często będzie trzeba jeździć wiele kilometrów po skierowania, gdy fizjoterapeutę będzie się miało bardzo blisko. A co jeżeli pacjent nie może chodzić? A akurat w jego szpitalu zabraknie lekarza z tą specjalizacją?

7. Dyskredytuje się dużą grupę specjalistów

Fizjoterapeuci to nie masażyści po kursach, jak próbuje przekonywać minister Radziwiłł. Lekarze po specjalizacji wcale nie muszą dużo mieć większej wiedzy niż dyplomowani fizjoterapeuci. Często to Ci drudzy będą mieli lepszą wiedzę o zabiegach które wykonują i do których przygotowywali się kilka lat na studiach i jak te zabiegi mogą zagrozić pacjentom. Fizjoterapeuci wykonują specyficzne zabiegi bez użycia leków, działając czysto fizycznie i naprawdę są wyspecjalizowani w tym co robią. Próba przekonania ludzi, że tylko lekarze, których wiedza jest dużo bardziej ogólna i skierowana na farmakologię mogą leczyć jest błędne i krzywdzące.

8. Zignoruje się prawie pół miliona podpisów za ustawą

Środowiska zebrały prawie pół miliona podpisów w obronie tej ustawy, które zostały zupełnie zignorowane. Zamiast budować kompromisy, próbuje się narzucić interpretację wąskiego grona lobbystów, które akurat jest u władzy. Można tak zmieniać każdą ustawę w zależności nawet nie od tego kto rządzi, ale kto zostaje ministrem. Na tym miała polegać dobra zmiana?